Warto UPRAWIĆ seks

Nowy

Seks małżeński-przestrzeń do owocnych zbiorów poprzedzonych mądrą uprawą.

Więcej szczegółów

27,00 zł

Dodaj do listy życzeń

Więcej informacji

Warto uprawić seks – opis wydawcy

Kolejna książka Jacka Pulikowskiego z małżeńskiego cyklu „Warto...” przekonuje nas, że warto zadbać o sferę współżycia małżeńskiego:

„Jeżeli jednak ktoś pragnie przeżywać nie tylko szybko przemijające, powierzchowne, naskórkowe, zwierzęco dzikie doznania, a głęboką radość, prawdziwie ludzką, płynącą ze zjednoczenia cielesnego z ukochaną osobą drugiej płci – współmałżonkiem – musi ten „seks” uczłowieczyć. Musi (nie ma innego wyjścia) podjąć trud „uprawy”, musi zapewnić odpowiedni klimat, by z pierwotnej dżungli uczynić pełen piękna i harmonii, owocujący szczęściem ogród”.

autor:Jacek Pulikowski

ISBN 978-83-89282-72-9,

wydawnictwo:IW Jerozolima,

Poznań 2018,

format: 130 x 200,

ss. 298,

oprawa miękka

Od Autora (Jacek Pulikowski)

Oddawana do rąk czytelnika książka jest znacznie rozszerzoną i przeredagowaną wersją książki: Wartość współżycia małżeńskiego. Obecny tytuł książki: Warto uprawić seks, z rozbudowanym podtytułem, precyzyjnie wyjaśniającym, o co naprawdę chodzi: małżeński, bo pozamałżeński zawsze pozostanie bezowocnym ugorem, czyli o pielęgnowaniu sfery płciowości i życiu w czystości seksualnej, jest powrotem do najbardziej pierwotnego zamierzenia. Poprzedni tytuł: Wartość współżycia małżeńskiego, czyli o pielęgnowaniu płciowości był pewnym ustępstwem, kompromisem ze względu na tych czytelników, których powierzchowne odczytanie tytułu i skojarzenia z wulgarnym „uprawianiem seksu" zmyliłoby i zniechęciło do przeczytania książki. Prawdziwy sens zamierzonego pierwotnie tytułu miał właśnie przeciwstawić się wulgarności w patrzeniu na płciowość i wskazywać na konieczność uczłowieczenia „seksu" przez trud uprawy. Wyjaśnia to - mam nadzieję jednoznacznie - rozbudowany podtytuł.

Słowo „uprawić" nawiązuje do uprawy roli (nawet nieużytków), do pielęgnacji roślin. Z uprawą związany jest długotrwały, uparty trud nastawiony na przyszłe - nie natychmiastowe - owoce. Każdy ogrodnik czy rolnik wie, że aby zebrać owoce ziemi, trzeba wpierw włożyć trud w uprawę i cierpliwie poczekać do plonów. Przecież jest oczywiste, że jeżeli ktoś pozrywa piękne kwiaty jabłoni, to nie skosztuje smaku jej owoców. Nie wystarczy dobra gleba, najlepsze sadzonki czy nasiona i nawet bardzo sprzyjający klimat. Bez pracy nie ma kołaczy. Rolnik, który - mając najurodzajniejszą ziemię i najlepsze ziarno siewne - czekałby na plony, siedząc na workach z niewysianym ziarnem, zostałby uznany słusznie za idiotę! Albo jeszcze gorzej: siejąc, bałby się, że ziemia obrodzi, więc zatruwałby ziarno, glebę i niszczyłby w zarodku pojawiające się owoce swej działalności - plony...

Po co bawić się w szkicowanie tak abstrakcyjnych obrazków, przecież w życiu się to nie zdarza? Czyżby!? Rzeczywiście, ludzie zwykle w swych działaniach nie postępują aż tak nielogicznie, głupio. Jest jednak dziedzina, w której wielu ludzi zachowuje się tak właśnie, jak ów dziwny rolnik. Dziedzina, w której z działań ludzkich próbuje się - niestety z wielkim powodzeniem - rugować tak charakterystyczną dla człowieka refleksyjność; ba, wszelkie przejawy myślenia czy zdrowego rozsądku.

Dziedzina, w której ludzie masowo działają i równie masowo... boją się logicznych następstw - owoców swego działania. Co więcej, pojawiające się owoce, mimo ich nieprawdopodobnej, niemierzalnej wprost wartości, niszczą w zarodku z wielką determinacją i zawziętością. Używając do tego najnowszych „osiągnięć techniki", nie żałując kosztów ani nawet własnego zdrowia... Dziedzinę tę stanowi teren płciowości, który potocznie nazywany jest „seksem". Kultura konsumpcyjna ukazuje rzeczony seks jako obszar ekstensywnej (bez nakładów - trudu samoopanowania) eksploatacji niekończącej się przyjemności. Przyjemność ta jest gloryfikowana i ukazywana jako wartość sama w sobie, w całkowitym oderwaniu od naturalnego (a więc normalnego) kontekstu jej przeżywania. Według obecnie lansowanych wzorców obyczajowych, chęć zażywania tej przyjemności usprawiedliwia nawet niegodziwe i wynaturzone (czyli niezgodne z naturą) sposoby jej osiągania. Zachęca się, na tysiące sposobów, do czerpania tej przyjemności za każdą cenę (nie bacząc na krzywdę innych), nawet za cenę... życia własnego dziecka. Sugeruje się, że ta wszechogarniająca przyjemność ma być celem i wręcz sensem życia. Wmawia się brutalnie, że życie bez doznań seksualnych jest bezbarwne, niepełne i musi być nieszczęśliwe. Albo podpowiada się kłamliwie, że wszyscy zażywają (bo „muszą") tych przyjemności, tylko niektórzy się do tego nie przyznają. Tu następują między innymi niewybredne ataki na księży.

Cała ta obłąkańcza propaganda hedonistycznego zażywania przyjemności seksualnej całkowicie przemilcza oczywisty nawet dla dzieci (bo nie wierzą już w bociany) naturalny owoc współżycia, jakim może być poczęte dziecko. W takim kontekście jawi się ono jako zło, zagrożenie, które trzeba zwalczać. Tym samym oczywiście przemilcza się opis klimatu, jaki jest konieczny do przyjęcia i wychowania dzieci. A przecież klimatem tym jest wyłącznie dobra rodzina, założona przez trwałe, dozgonnie kochające się małżeństwo. Małżeństwo kobiety-mamy (z całym bogactwem jej geniuszu zwłaszcza w podejściu do człowieka) oraz mężczyzny-taty (szczególnie uzdolnionego do walki o przetwarzanie materii na pożytek rodziny). Dlatego jedynym terenem uprawnionym do zażywania przyjemności seksualnej jest takie właśnie małżeństwo Odrzucenie powyższej oczywistości powoduje, że lansowany przez współczesną obyczajowość „seks" jest nieuprawianą, dziką dżunglą, w której nie obowiązują żadne człowiecze prawa. Jedynym usprawiedliwieniem wszelkich działań jest, zdaniem kultury konsumpcyjnej, „miłość". Niestety, słowo miłość używane jako wytrych, zaklęcie niemal, przestało cokolwiek znaczyć. Miłość rodzi dobro i tylko dobro. Działania krzywdzące kogokolwiek są zaprzeczeniem miłości. Prawdziwa miłość wyraża się bowiem altruistyczną troską i działaniem na rzecz dobra umiłowanej osoby. Współczesna, zdegenerowana kultura masowa (w najgorszym tego słowa znaczeniu) zachęca, by w imię „miłości" (a tak naprawdę w imię egoistycznej chęci zażycia przyjemności seksualnej z nową kobietą) mąż zostawił żonę i dzieci, i poszedł „za głosem serca". Jednak przeżywana przyjemność seksualna, nawet bardzo silna, nie ma mocy budowania miłości. Mimo że wielu tego oczekuje, a nawet to głosi. Przeciwnie, jedynie trwała, wierna i wyłączna miłość jest klimatem rodzącym głębokie, nieprzemijające szczęście płynące właśnie z głębi więzi miłości. Jednym z narzędzi budowania tej wyjątkowej, niepowtarzalnej miłości małżeńskiej jest sfera płciowości. Dostarcza ona między innymi przyjemności seksualnej towarzyszącej cielesnemu zjednoczeniu dwojga kochających się, otwartych na rodzicielstwo, oddanych sobie i związanych trwałą i głęboką więzią osób - małżonków.

Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu pogubionych w seksualności czytelników w tym miejscu zrezygnuje z dalszego czytania, orzekając, że to nie dla nich... Szkoda, bo to może być właśnie dla nich, tyle że jeszcze o tym nie wiedzą.

Jeżeli jednak ktoś pragnie przeżywać nie tylko szybko przemijające, powierzchowne, naskórkowe, zwierzęco dzikie doznania a radość głęboką, prawdziwie ludzką, płynącą ze zjednoczenia cielesnego z ukochaną osobą drugiej płci - współmałżonkiem - musi ten „seks" uczłowieczyć. Musi (nie ma innego wyjścia) podjąć trud „uprawy", musi zapewnić odpowiedni klimat, by z pierwotnej dżungli uczynić pełen piękna i harmonii, owocujący szczęściem ogród. Uważam za bezcelowe podejmowanie dyskusji z tymi, którzy zamiast głębi szczęścia i dobrych owoców prawdziwej miłości oferują dzikie, zażywane egoistycznie, bezproduktywne i nieuchronnie malejące doznania naskórkowe (mają oni swoją „logikę" i dość czytelne cele). Odwołuję się jednak do pojedynczego, otwartego na prawdę człowieka.

Każdy ma swój rozum i wolną wolę. Niech zatem każdy w sposób rozumny i wolny zdecyduje, a tym samym zadysponuje swym życiem (również wiecznym) sam i na swoją odpowiedzialność. Wierzę, że poniższe rozważania ludziom otwartym i wolnym od zniewolenia mogą pomóc w szczęściodajnym wyborze.

Jacek Pulikowski

Opinie

Napisz opinię

Warto UPRAWIĆ seks

Warto UPRAWIĆ seks

Seks małżeński-przestrzeń do owocnych zbiorów poprzedzonych mądrą uprawą.

Napisz opinię

Produkty powiązane